You are currently browsing the category archive for the 'rozwój osobisty' category.
Trafiłem dziś na “przepływ”, określenie które wymyślił Mihály Csíkszentmihályi (niesamowity język, swoją drogą). Cytując (i tłumacząc) za wikipedią:
“Przepływ to psychiczny sposób działania, w którym osoba jest w pełni zanurzona w tym co robi, przez odczucie pobudzonej koncentracji, pełnego zaangałowania oraz sukcesu w trakcie danej czynności. (…)
Csíkszentmihályi rozróżnia następujące objawy towarzyszące doświadczaniu przepływu:
- Wyraźne cele (oczekiwania i zasady są łatwe do rozróżnienia a cele są osiągalne i odpowiednio pasują do umiejętności i zdolności osoby).
- Koncentracja i skupienie, wysoki stopień koncentracji na ograniczonym polu uwagi (osoba zaangażowana w daną czynność będzie miała okazję skupić się i silnie zagłębić w nią).
- Utrata poczucia samoświadomości, połączenie działania i świadomości.
- Zaburzone poczucie czasu, subiektywne postrzeganie czasu ulega zmianie.
- Bezpośrednie i natychmiastowe sprzężenie zwrotne (sukcesy i porażki w trakcie działania są widoczne, więc zachowanie może być dostosowane według potrzeb).
- Równowaga pomiędzy poziomem umiejętności a wyzwaniem (czynność nie jest ani zbyt łatwe ani zbyt trudne).
- Poczucie sprawowania osobistej kontroli nad sytuacją lub działalnością.
- Czynność jest nieodłącznie wynagradzające, więc istnieje bezwysiłkowość działania.
- Ludzie angażują się w daną czynność a koncentracja świadomości jest ograniczona do samej czynności, zwane zlaniem czynności i świadomości.
Nie wszystkie te objawy są wymagane aby doświadczyć przepływu.”
Niech ta notka będzie wprowadzeniem do kolejnej, w której chcę się zająć kwestią czegoś przypominającego przepływ w życiu i w duchowości (jak tylko wykuruję się z przeziębienia, gorączka niekoniecznie wywołuje ten rodzaj kreatywności który byłby tu potrzebny).
Jedno z potężniejszych pytań jakie możesz sobie zadać to: gdzie jest mój dom?
Dom, w najbardziej podstawowym znaczeniu, oznacza miejsce gdzie czuję się u siebie, miejsce najbardziej “moje.” Dom jest punktem zerowym na wykresie tego gdzie jesteśmy w świecie, naszym standardem do którego porównujemy wszystko inne, więc w dużym stopniu nas definiuje i ma na nas wpływ. Większość tego wpływu jest całkowicie nieświadoma: skoro mój dom jest taki, to oczywiste że w jakimś stopniu też taki jestem.
Gdy piszę tu o domu, mam głównie na myśli stan ducha i nastrój w jaki nas wprowadza. Samo miejsce nie odgrywa już tak dużego znaczenia: można czuć się szczęśliwym w biednej dzielnicy, można być zestresowanym w domku nad jeziorem. Stan ducha może się natomiast mocno wiązać z danym miejscem.
Nasz dom nie musi być dla nas korzystny i to jest powodem tego posta. Niekorzystny dom może nas podjadać bez naszej wiedzy, będąc częścią nas samych.
Jest wiele rodzajów domów. Najbardziej oczywisty to ten, który wydaje sie dla nas naturalny i przyjemny, do którego chętnie wracamy odpocząć. Może to być spokój doświadczany w lesie, emocje na torze wyścigowym, błogość w medytacji, kanapa przed telewizorem po pracy. Nie każdy dom może w rzeczywistości regenerować, tak jak niektóre domy mogą być tylko reakcją na pewne powtarzające się wydarzenia w naszym życiu. Tym niemniej to miejsce które uważamy najbardziej za swoje, to miejsce którym lubimy przesiąknąć.
A oto kilka innych:
- Stan w którym spędzasz większość czasu. Ten nie łączy się z jednym miejscem, ponieważ łatwo go przenieść. Z pracy do domu, z domu do parku, nasz podstawowy stan bywa z nami wszędzie. To najważniejszy rodzaj domu. Niepewność jutra? Przygnębienie? Kreatywność? Swoboda? Leniuchowanie?
- Miejsce na które jesteśmy skazani. Być może wydaje się nam że musimy gdzieś wracać, mimo że bardzo tego nie chcemy? To też może być dom. Tu na pewno warto się uwolnić od odczuć, a może i od całego miejsca?
- Miejsce z którego pochodzimy. Może się okazać że nawet po iluś latach mieszkania gdzie indziej, jakaś część nas nadal czuje się związana z domem rodzinnym i jego atmosferą. Warto się uwolnić jeśli czujemy że nam to szkodzi.
- Miejsce wytęsknione. Tęsknota oznacza że tego nie mamy. Za jakim więc miejscem tęsknimy? Co osiągniemy tam, czego nie możemy tutaj? Nigdy nie musieliśmy tam nawet być. Na pewno warto uwolnić się od tęsknoty za tym miejscem—tęskniąc oddalamy je od siebie, a co ważniejsze—tęskniąc nie pozwalamy sobie doświadczać szczęścia tutaj.
Nie zawsze też podłoże tęsknoty jest czystsze. Kiedyś niesamowicie wręcz tęskniłem do Anglii, wydawało mi się że nigdy nie będę szczęśliwy nigdzie indziej, wszystkie pozostałe miejsca wydawały się takie szare—ale tam, na Wyspie, ach..! W końcu zrozumiałem że powrót do Polski wiązał się z depresją (bo oznaczał też powrót “na stare śmieci”) a ja tak naprawdę tęskniłem do stanu przed nią. Jakże bym się zawiódł, gdybym wtedy postanowił wrócić do Anglii! - Miejsce wymarzone. Od wytęsknionego różni się tym, że wymarzone nie czyni nas nieszczęśliwymi tutaj—po prostu czujemy, że tam byłoby nam lepiej.
Gdziekolwiek jest nasz dom, nie warto się do niego przywiązywać—i tak kiedyś go opuścimy. Dlatego warto dostrzec że dom jest stanem ducha, że tak naprawdę—prawdziwy dom jest w nas samych.
